Komu szkodzą kredyty hipoteczne

Autor: | Dodano do: Kredyty mieszkaniowe | Dodano w dniu: 30-03-2009

Ostatnio można dojść do wniosku, że kredyty hipoteczne szkodzą właściwie wszystkim – klientom, którzy zarówno je mają, jak i teraz z powodu podwyższonych kryteriów nie mogą ich dostać, i bankom, i właściwie całej gospodarce (wiadomo jak było w USA…).

Ostatnio w Polsce zaczęły szkodzić też politykom, w tym temu najbardziej zorientowanemu w tematyce finansowo-bankowej, czyli samemu ministrowi finansów. Na stronach internetowych “Gazety Wyborczej” Dominika Wielowieyska nazwała to jednym z rekordów głupoty, że przeciwnicy czepili się Jacka Rostowskiego o drobiazg – otóż ujawnił on, ile wynoszą hipoteczne długi, jednak nie ujawnił, które banki mu pożyczyły. Wczoraj w programie Bogdana Rymanowskiego “Kawa na ławę” politycy rozmawiali też na temat wątpliwości, jakie budzi posiadanie przez posłów akcji czy udziałów w firmach. No i że właściwie, żeby być okej, wszystkich takich przywilejów należy się pozbyć. No i pewnie oddać ubogim, bo jak gęsto muszą się tłumaczyć politycy ze zbyt wysokiego stanu konta! Zatem lepiej go nie mieć, a oszczędności trzymać u mamy – na koncie lub w szufladzie.

Kryzysowy kredyt nie dla narzeczonych

Autor: | Dodano do: Kredyty mieszkaniowe | Dodano w dniu: 25-03-2009

Aby dziś otrzymać wymarzony kredyt na mieszkanie, trzeba mieć albo dużo pieniędzy, albo dużo szczęścia, aby znaleźć źródło, z którego pokryjemy niedobory gotówki. Wymarzony klient dla banku? Młody, zdrowy, posiadający wspólnotę majątkową ze współmałżonkiem, ale najwyżej jedno dziecko, zarabiający świetnie, z bogatą dobrą historią kredytową. Brzmi trochę jak stary dowcip: Co trzeba zrobić, żeby wyjechać z ZSRR? Mieć ukończone 70 lat i zgodę obojga rodziców.

Fakt jest taki, że od początku 2009 roku udzielono ok. 80% mniej kredytów hipotecznych niż w analogicznym okresie rok wcześniej, i to wcale nie z powodu braku zainteresowania ze strony klientów. Na wolnym rynku na szczęście można liczyć na to, że brak nowych dochodów z udzielanych kredytów zmusi banki do rozluźnienia kryteriów ich przyznawania. Nie chodzi przecież o to, żeby kredyt mieszkaniowy otrzymał każdy – jak w USA jeszcze 2 lata temu. Rzecz w tym, żeby blisko 2-milionowy deficyt mieszkań w Polsce dało się zmniejszyć.

Zainteresowanym tematem polecam artykuł z portalu TotalMoney.pl. Obnaża on przykrą prawdę, że jak nie wygrasz w lotka, to będziesz musiał się nieźle nagimnastykować, żeby kupić mieszkanie…

GM chce oddać kontrolę nad Oplem, Volkswagen Bank za to najlepszy w kredytach konsumpcyjnych

Autor: | Dodano do: Kredyt Samochodowy, Kącik kryzysowy | Dodano w dniu: 18-03-2009

Amerykański kolos, który w ostatnich miesiącach mocno odczuł skutki kryzysu gotów jest przekazać kontrolę  nad swoją główną europejską spółką.Rząd niemiecki już wcześniej udzielił gwarancji bankowych na 2,5 mld Euro dla Volkswagen Bank, ale póki co nie ugiął się pod prośbą GM o 1,5 mld Euro wsparcia.

Przy tej okazji sprawdziłem jak wypadają oferty niemieckiego banku Volskwagen Bank. Chcąc kupić nowe auto i wziąć na nie kredyt 45 tys. PLN oferta Volkswagen Banku jest na drugim miejscu tuż za Fiat-em, oczywiście przy porównaniu kredytów samochodowych.

W przypadku kredytów gotówkowych Volkswagen też wypada najlepiej. Kredyt na 12 miesięcy na 20 tys. PLN ma najniższe oprocentowanie. W dzisiejszych czasach mało, który bank tak ochoczo udziela kredytów, a ten niemiecki bank samochodowy mając wsparcie swojego rządu stara się wypełnić wolną lukę i “zgarnąć” dla siebie sporą część tortu.

Banki samochodowe to w ogóle ciekawostka, ostatnio reklamują też konta, lokaty. Ciekawe który z nich trafi do pierwszej ligi.  Wg mnie: Volkswagen Bank, Toyota Bank to już banki z prawdziwego zdarzenia oferujące szeroką gamę produktową i konkurujące z tradycyjnymi bankami nie tylko kredytem samochodowym.

CHF vs. KNF – 1:0

Autor: | Dodano do: Kredyty mieszkaniowe | Dodano w dniu: 17-03-2009

Frank szwajcarski jednak utrzyma się w ofercie polskich banków, jak zdecydowała Komisja Nadzoru Finansowego. Zakazu udzielania kredytów hipotecznych w CHF zatem nie będzie!

Powód do radości? Raczej brak powodu do narzekań. To, że KNF wspaniałomyślnie pozwoliła nadal bankom takich kredytów udzielac, a klientom je zaciągac, to prostu znak, że wolny rynek produktów i usług bankowych nie zostanie na szczęście storpedowany. I tak liczne banki same wycofały się z kredytów w CHF, co oznacza, że były w stanie przyznac się do trudności z pozyskaniem tej waluty. Zakaz dla banków, których ten problem nie paraliżuje, byłby znacznym ograniczeniem ich swobody działania. To przecież przedsiębiorstwa, które dbają o swoją konkurencyjnośc i czasem podejmują większe ryzyko, by osiągnąc wyższe zyski…

Jeśli więc KNF stosuje się do zalecenia Hipokratesa: “Po pierwsze: nie szkodzic”, to należy przyklasnąc.

Komisjo Nadzoru Finansowego! Idź dalej tą drogą! ;)

Top 5 w hitorii dzisiejszego kryzysu

Autor: | Dodano do: Kącik kryzysowy | Dodano w dniu: 16-03-2009

1. EUR po 4,9, CHF po 3,2 w przeciągu 3 miesięcy od czasu ich histyorycznie najniższych kursów

2. PKO BP warty więcej niż CITI Group

3. Upadające amerykańskie kolosy:  AIG, Lehman Brothers, Freddie Mac,  Fannie Mae i europejskie wymagające nacjonalizacji i pomocy państwa: Deutsche Bank, Royal Bank of Scotland, Fortis, Hypo Real Estate

4. Upadek autorytetów: Bernard Madoff (były szef NASDAQ) zdefraudował 50 mld dolarów, Alan Greenspan przyznaje się do błedu jakim była polityka supertaniego kredytu.

5. Bankructwa państw: Islandia i państwa na skraju bankructwa: Łotwa, Węgry

WIBOR + marża + …?

Autor: | Dodano do: Kredyty mieszkaniowe | Dodano w dniu: 15-03-2009

O “świętych” zapisach w umowach kredytowych pisałem już wczoraj. Teraz napiszę o nieprecyzyjnych.

I nie będzie mowy o osobach, które dopiero chciałyby zaciągnąc kredyt hipoteczny, a z powodu rygorystycznych warunków go nie otrzymają. Teraz poszkodowane są osoby, które kredyt już spłacają i, mimo znacznego spadku stóp procentowych, wcale nie płacą niższych rat! O ile to oczywiste w przypadku kredytów w obcych walutach, o tyle nie mogę znaleźc logicznego wytłumaczenia tego procederu dla kredytów w PLN.

No ale od tego mamy UOKiK, żeby troszczył się o interesy konsumentów – dlatego w najbliższym czasie wytoczy sprawy przeciwko niektórym bankom (mBank, Raiffeisen Bank, Santander Consumer Bank) – to właśnie tam z powodu niejasnych zasad zmian oprocentowania jest ono ustalane przez… zarząd banku. I choc na pytanie: co składa się na oprocentowanie kredytu mieszkaniowego w PLN? najbardziej oczywista odpowiedź brzmi: WIBOR i marża banku, to okazuje się, że decydujące są też inne czynniki. Jakie? Chęc zwiększenia zysku w czasie kryzysu? Możliwośc wykorzystania luk prawnych? Czy może jeszcze coś innego?

Wszystko da się przeliczyć na pieniądze?

Autor: | Dodano do: Kredyty mieszkaniowe | Dodano w dniu: 14-03-2009

Wczoraj wieczorem w TVN 24 Leszek Jarosz w swoim materiale snuł rozważania nad kredytem hipotecznym we frankach szwajcarskich. Chodziło głównie o to, że wciąż w niewielu bankach istnieje możliwość, by kredyt w CHF spłacać również w tej walucie, a nie w złotówkach po przeliczeniu za pomocą niekorzystnego dla klienta kursu.

Przypominam sobie sprawę, o której głośno było przed kilkoma miesiącami – pewna kobieta, która zaciągnęła kredyt we franku, przyszła do banku właśnie z tą walutą, a pani w okienku franków przyjąć nie chciała. Właściwie niedziwne – zapisy w umowie są święte, a tam stało, że kredyt ma być spłacony w PLN, niezależnie od tego, jak oburzający będzie spread, czyli wielkość widełek między kursem kupna a sprzedaży w danym banku.

W przypadku, gdy ktoś pracuje w Szwajcarii i zarabia w tej walucie, to bez dwóch zdań korzystne byłoby dla niego, gdyby bank nie kazał zamieniać waluty na polską. Ale osoby, które normalnie operują złotówkami, a do banku chcą iść z frankami, są narażone na dodatkowe koszty, w ekonomii zwane, o ile się nie mylę, kosztami zdartych zelówek. Chodzi o to, że muszą się wybrać do kantoru, stanąć w kolejce, żeby ostatecznie dowiedzieć się, że spread w kantorze też jest bardzo duży, nie wspominając o tym, że franków może tam po prostu zabraknąć. A zelówki, jak i nasza cierpliwość i ograniczenia czasowe, faktycznie mogą nie wytrzymać biegania co miesiąc od kantora do kantora w poszukiwaniu kilkuset franków…

Bezrobocie w Polsce przekracza 11%

Autor: | Dodano do: Kącik kryzysowy | Dodano w dniu: 13-03-2009

Z informacji GUS-u wynika, że bezrobocie osiągnęło pułap 11%.  Poziom, który jeszcze rok temu wydawał się tak odłegły,  teraz nie wydaje się ostatecznym. Kolejne miesiace mogą tylko pogorszyć ten wskaźnik, a Ci sami analitycy którzy mówili że w 4 kwartale zapłacimy za franka 1,7 PLN (obecnie frank 3,13 PLN) teraz mówią, że bezrobocie osiągnie na koniec roku 15%. Banki promują teraz w miejsce kredytów hipotecznych, kredyty gotówkowe. Co może oznaczać, iż skoro kredyt na mieszkanie mało kto dostanie to dajmy kredyt na coś  bardziej dostępnego i co należy traktować w kategoriach kosztu a nie inwestycji. Tym samym zamiast kupować mieszkania na kredyt, młodzi ludzie  zadowalają się zakupem samochodu, na który zaciągaja kredyt samochodowy i innych dóbr konsumpcyjnych finansowanych poprzez kredyty gotówkowe, co w długiej perspektywie na pewno nie polepszy ich sytuacji finansowej.

Ten szum informacyjny rzeczywiście nikomu nie pomaga i trudno pokusić się o racjonalne prognozy. Czekam na Waszą ocenę bieżącej sytuacji i rokowania na najbliższy rok.

Jak dużo stracić w tydzień…

Autor: | Dodano do: Kredyty mieszkaniowe | Dodano w dniu: 07-03-2009

Tym razem, o dziwo, nie będę pisać o klientach banków, tylko o… samych bankach. I nie konkretnie o pieniądzach, ale o dobrym wrażeniu, które w przypadku prowadzenia biznesu oczywiście może mieć przełożenie na stratę zaufania klientów i, w efekcie, gorsze wyniki finansowe.

Chodzi tu o Kredyt Bank i tydzień, w którym był on na ustach wieeelu osób. Po pierwsze – wycofał się z udzielania kredytów mieszkaniowych w walutach obcych. Zarówno przyszli, jak i obecni klienci, konkurencja i media za każdym razem, kiedy jakiś bank ogłasza wszem i wobec, że od tej pory pożyczy na mieszkanie tylko w złotówkach, zastanawiają się, czy to oznaka jego problemów? Czy kłopot z pozyskaniem walut to też trudności ze znalezieniem środków na udzielanie kredytów w ogóle?

Nie chcę tu wcale wyrokować i opowiadać na to pytanie, tylko zauważyć, jakiego pecha miał Kredyt Bank, że też akurat w tym tygodniu zdarzył mu się błąd w systemie informatycznym - o ile się nie mylę, klienci, którzy chcieli wypłacić ze swojego konta np. 100 zł, potem ku swojemu zdziwieniu obserwowali zniknięcie 200 zł! Prawda jest taka, że nawet jeśli wszystkie skutki błędu zostaną naprawione, niesmak pozostanie… A to w zestawieniu z wcale nie najbardziej konkurencyjną ofertą kredytów mieszkaniowych w PLN (w porównywarce kredytów hipotecznych TotalMoney.pl Kredyt Bank plasuje się mniej więcej w połowie stawki) może oznaczać dla banku problem z pozyskaniem nowych klientów - na przykład mnie ;)

Opcje walutowe. Na czym polegają i dlaczego polskie firmy przez nie bankrutują?

Autor: | Dodano do: Kącik kryzysowy | Dodano w dniu: 05-03-2009

Pewnie już zauważyliście kolejny temat gospodarczy, który na dobre zdominował medialne doniesienia. Kryzys finansowy panoszący się bezczelnie po światowych gospodarkach, co róż w większym czy mniejszym stopniu dotyka nas- Polaków. Swoją drogą wygodnie jest zrzucić wszystko na jednego winowajcę w myśl staropolskiego powiedzenia to, co złego to nie my. Po sławnym „bankructwie budżetu” i ciągłą „zwałką” na warszawskim parkiecie przyszła kolej na opcje walutowe.

Pewnie bym nie poruszył tego tematu, gdyby nie totalna ignorancja ekonomiczna, jaką wczoraj usłyszałem we wszystkich ważniejszych dziennikach telewizyjnych, dzisiejsza Wyborcza również nie wyjaśnia przeciętnemu zjadaczowi chleba, dlaczego polskie firmy bankrutują i czemu całkowite straty firm są szacowane na 17 mld złotych. Pocieszający jest fakt, że gdyby ekonomiści mieli się opierać na danych medialnych, mieliby słuszne prawo, by powyrywać sobie włosy.

Opcja

„daje jej posiadaczowi (“nabywcy”) prawo (lecz nie obowiązek) do nabycia (w przypadku opcji kupna – ang. call) lub sprzedaży (w przypadku opcji sprzedaży – ang. put) danego dobra po z góry określonej cenie.”(wikipedia)

Co to oznacza? Oznacza to nic więcej, niż to, że jeśli kupujemy opcję sprzedaży na walutę (euro) to wystawca (np. bank) gwarantuje nam w przyszłości cenę tej waluty (np. 3,50 zł za euro). Jeśli cena spadnie do 3 zł a kupiliśmy opcję na 1 milion euro to otrzymamy (3,5 zł – 3zł ) * 1000 000 czyli 500 000 zł. Jeśli cena wzrośnie np. do 4 zł to sprzedajemy euro za 4 zł i nic nie tracimy. Dlaczego w takim razie firmy polskie bankrutują? Skoro, jak widzimy z powyższego przykładu, na opcji nie da się stracić nic więcej poza kwotą, którą musimy zapłacić wystawcy za opcję. Dla eksporterów opcja nie jest zakładem z bankiem, ale sposobem na ochronę przed taniejącym euro.

Czy można uprawiać hazard na opcjach walutowych?

Tak, można, ale gdyby eksporterzy tylko kupowali opcję do tego, do czego zostały one stworzone zacierali by w tym momencie ręce ze szczęścia.

W takim razie skąd ten krach?

Problem powstał dlatego, że firmy nie kupowały opcji sprzedaży, ale kontrakty forward i futeres(tu należy się miejsce uznania dla premiera Pawlaka, który inaczej niż redaktorzy, w programie minęła 20 w TVP INFO używał precyzyjnej terminologii i dość jasno, jak na jego sposób wypowiedzi, naświetlił problem) a co gorsza również egzotyczne strategie opcyjne. O ile kontrakt forward jest prostym instrumentem finansowym, który mówi nam, że umawiamy się za rok sprzedać euro np. za 3,50 zł i w takim przypadku wystawca zwraca nam różnicę w przypadku spadku ceny euro, a my dopłacamy przy wzroście. Ewentualne problemy mogłyby powstać jedynie w przypadku złego dopasowania kontraktu do płatności (np. gdybyśmy płatność dostawali za 7 miesięcy, a kontrakt byłby 6-miesięczny).

Większość kontraktów to jednak kontrakty futures, które na bieżąco wymagają pokrycia różnicy kursu, tak więc, gdy euro kosztuje 4,50 zł to przedsiębiorca musi dokonać depozytu w wysokości miliona złotych (dla kontraktu na milion euro i cenie wykonania 3,5 zł). A płatność dokonana zostanie np. dopiero za rok, w przypadku większych sum- bankructwo gotowe.

Egzotyczne strategie

Od kilku dni jesteśmy świadkami głośnej debaty dotyczącej unieważnienia opcji i kontraktów walutowych przez rząd. Argumentem w tej sprawie jest wyzysk klientów przez banki. Nie usłyszycie jednak w telewizji, na czym tak naprawdę ten wyzysk polegał. Nic dziwnego, bo banki proponowały niezrozumiałe dla większości klientów produkty. W dużym uproszczeniu banki oferując opcję sprzedaży euro proponowały jednocześnie rozliczenie za opcję (za opcje się płaci) przez wystawianie opcji kupna przez przedsiębiorcę. Tzn. w przypadku wzrostu ceny euro eksporterzy różnicę w cenie musieli przekazać bankom. Żaden ekonomista nie poleciłby takiej strategii firmom nie zajmującym się finansami, szczególnie, że banki proponowały w umowie by za jedną opcję sprzedaży eksporterzy płacili wystawiając kilka opcji kupna.

Przykład.

Za opcję sprzedaży miliona euro po kursie 3,5 zł inwestor płaci opcją kupna 2 milionów euro za 3,5 zł.

Cena euro spada do 3 zł z 3,5. Eksporter otrzymuje 500 000 zł. Cena wzrasta do 4 milionów zł- eksporter traci milion złotych. Bankructwo. Sprawiedliwe? Osądźcie sami, w końcu pół roku temu większość się spodziewała taniejącego euro i dolara. Szansa na wzrost była dużo mniejsza.

Co dalej?

Sytuacja jest krytyczna i kolejne bankructwa to tylko kwestia czasu. Być może rząd unieważni opcję i inne derywatywy, ale czy będzie to zgodne z prawem? Premier Pawlak powołuje się na dyrektywę unijną, której nasz opieszały rząd od ponad roku nie wprowadził. Dyrektywa unijna gwarantuje uczciwe działania banków, między innymi rzetelną informację o produkcie. Czy była ona rzetelna? Raczej nie. Banki firmom niezajmującym się inwestowaniem na rynku finansowym sprzedały produkty, które nie były już zwykłymi opcjami, tylko właśnie tymi zakładami, o których teraz tak dużo się mówi. Opis przykładowego opisałem powyżej. Zakłady te miały tylko częściowe zabezpieczenie w otrzymanych płatnościach. Słowem banki namawiały eksporterów do hazardu. Z drugiej strony pytanie się pojawia inne, czy dyrektorzy finansowi dużych firm powinni rozumieć umowy i podpisywać je dopiero po zrozumieniu instrumentów finansowych, które kupują? Raczej tak. Co zdecyduje rząd- zobaczymy.

Wzrost kursów walut a nasze życie.

Czy tylko firmy odczuwają wzrost cen walut? Niestety nie. Najbliższe dni przyniosą wzrost cen importowanych towarów na naszych półkach sklepowych. Tanie zakupy w Nowym Jorku można już jednoznacznie uznać za przeszłość. Smutna jest również sytuacja polskich turystów opisywana w dzisiejszej Gazecie Wyborczej. Wielu z nich kupiło wczasy już w ubiegłym roku. Teraz dowiadują się, że z powodu wzrostu kursu Euro muszą dopłacić do wycieczek nawet 30% wartości wyjazdu. 4-osobowa rodzina to dodatkowy wydatek rzędu 3 tys. złotych. Jeśli nie zapłacą, pieniądze, które już wpłacili za wyjazd przepadną.

Kolejna dotykająca nas kwestia to kredyty zaciągnięte w walutach obcych. Osoby, które zaciągnęły kredyt we frankach szwajcarskich w wakacje, teraz muszą spłacić już o 60% wyższy kredyt. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, dlatego, kiedy myślicie o kredycie to moją rekomendacją jest na dzień dzisiejszy wyłącznie kredyt w złotych. Ostatnio odwiedziłem portal totalmoney.pl, gdzie istnieje dość dobra i dokładna porównywarka (serwis, który znajduje najlepszy dla nas kredyt), ale nie chcę tutaj nikomu darmowej reklamy robić, więc kiedy będziecie zaciągać kredyt sami zdecydujecie jak bardzo skorzystacie z tego typu ułatwień, które pojawiają się w Internecie.

Podsumowanie

Sytuacja, którą właśnie oglądamy to kolejny paradoks ekonomiczny, na który nikt nie był przygotowany, eksporterzy, którzy normalnie powinni zyskiwać na wzroście ceny walut obcych, tracą. Importerzy też tracą, a instrumenty, które miały nas chronić, stały się przez nieumiejętne ich stosowanie mieczem obosiecznym. Już nie długo dowiemy się, co z tego wyjdzie.