Pewnie już zauważyliście kolejny temat gospodarczy, który na dobre zdominował medialne doniesienia. Kryzys finansowy panoszący się bezczelnie po światowych gospodarkach, co róż w większym czy mniejszym stopniu dotyka nas- Polaków. Swoją drogą wygodnie jest zrzucić wszystko na jednego winowajcę w myśl staropolskiego powiedzenia to, co złego to nie my. Po sławnym „bankructwie budżetu” i ciągłą „zwałką” na warszawskim parkiecie przyszła kolej na opcje walutowe.
Pewnie bym nie poruszył tego tematu, gdyby nie totalna ignorancja ekonomiczna, jaką wczoraj usłyszałem we wszystkich ważniejszych dziennikach telewizyjnych, dzisiejsza Wyborcza również nie wyjaśnia przeciętnemu zjadaczowi chleba, dlaczego polskie firmy bankrutują i czemu całkowite straty firm są szacowane na 17 mld złotych. Pocieszający jest fakt, że gdyby ekonomiści mieli się opierać na danych medialnych, mieliby słuszne prawo, by powyrywać sobie włosy.
Opcja
„daje jej posiadaczowi (“nabywcy”) prawo (lecz nie obowiązek) do nabycia (w przypadku opcji kupna – ang. call) lub sprzedaży (w przypadku opcji sprzedaży – ang. put) danego dobra po z góry określonej cenie.”(wikipedia)
Co to oznacza? Oznacza to nic więcej, niż to, że jeśli kupujemy opcję sprzedaży na walutę (euro) to wystawca (np. bank) gwarantuje nam w przyszłości cenę tej waluty (np. 3,50 zł za euro). Jeśli cena spadnie do 3 zł a kupiliśmy opcję na 1 milion euro to otrzymamy (3,5 zł – 3zł ) * 1000 000 czyli 500 000 zł. Jeśli cena wzrośnie np. do 4 zł to sprzedajemy euro za 4 zł i nic nie tracimy. Dlaczego w takim razie firmy polskie bankrutują? Skoro, jak widzimy z powyższego przykładu, na opcji nie da się stracić nic więcej poza kwotą, którą musimy zapłacić wystawcy za opcję. Dla eksporterów opcja nie jest zakładem z bankiem, ale sposobem na ochronę przed taniejącym euro.
Czy można uprawiać hazard na opcjach walutowych?
Tak, można, ale gdyby eksporterzy tylko kupowali opcję do tego, do czego zostały one stworzone zacierali by w tym momencie ręce ze szczęścia.
W takim razie skąd ten krach?
Problem powstał dlatego, że firmy nie kupowały opcji sprzedaży, ale kontrakty forward i futeres(tu należy się miejsce uznania dla premiera Pawlaka, który inaczej niż redaktorzy, w programie minęła 20 w TVP INFO używał precyzyjnej terminologii i dość jasno, jak na jego sposób wypowiedzi, naświetlił problem) a co gorsza również egzotyczne strategie opcyjne. O ile kontrakt forward jest prostym instrumentem finansowym, który mówi nam, że umawiamy się za rok sprzedać euro np. za 3,50 zł i w takim przypadku wystawca zwraca nam różnicę w przypadku spadku ceny euro, a my dopłacamy przy wzroście. Ewentualne problemy mogłyby powstać jedynie w przypadku złego dopasowania kontraktu do płatności (np. gdybyśmy płatność dostawali za 7 miesięcy, a kontrakt byłby 6-miesięczny).
Większość kontraktów to jednak kontrakty futures, które na bieżąco wymagają pokrycia różnicy kursu, tak więc, gdy euro kosztuje 4,50 zł to przedsiębiorca musi dokonać depozytu w wysokości miliona złotych (dla kontraktu na milion euro i cenie wykonania 3,5 zł). A płatność dokonana zostanie np. dopiero za rok, w przypadku większych sum- bankructwo gotowe.
Egzotyczne strategie
Od kilku dni jesteśmy świadkami głośnej debaty dotyczącej unieważnienia opcji i kontraktów walutowych przez rząd. Argumentem w tej sprawie jest wyzysk klientów przez banki. Nie usłyszycie jednak w telewizji, na czym tak naprawdę ten wyzysk polegał. Nic dziwnego, bo banki proponowały niezrozumiałe dla większości klientów produkty. W dużym uproszczeniu banki oferując opcję sprzedaży euro proponowały jednocześnie rozliczenie za opcję (za opcje się płaci) przez wystawianie opcji kupna przez przedsiębiorcę. Tzn. w przypadku wzrostu ceny euro eksporterzy różnicę w cenie musieli przekazać bankom. Żaden ekonomista nie poleciłby takiej strategii firmom nie zajmującym się finansami, szczególnie, że banki proponowały w umowie by za jedną opcję sprzedaży eksporterzy płacili wystawiając kilka opcji kupna.
Przykład.
Za opcję sprzedaży miliona euro po kursie 3,5 zł inwestor płaci opcją kupna 2 milionów euro za 3,5 zł.
Cena euro spada do 3 zł z 3,5. Eksporter otrzymuje 500 000 zł. Cena wzrasta do 4 milionów zł- eksporter traci milion złotych. Bankructwo. Sprawiedliwe? Osądźcie sami, w końcu pół roku temu większość się spodziewała taniejącego euro i dolara. Szansa na wzrost była dużo mniejsza.
Co dalej?
Sytuacja jest krytyczna i kolejne bankructwa to tylko kwestia czasu. Być może rząd unieważni opcję i inne derywatywy, ale czy będzie to zgodne z prawem? Premier Pawlak powołuje się na dyrektywę unijną, której nasz opieszały rząd od ponad roku nie wprowadził. Dyrektywa unijna gwarantuje uczciwe działania banków, między innymi rzetelną informację o produkcie. Czy była ona rzetelna? Raczej nie. Banki firmom niezajmującym się inwestowaniem na rynku finansowym sprzedały produkty, które nie były już zwykłymi opcjami, tylko właśnie tymi zakładami, o których teraz tak dużo się mówi. Opis przykładowego opisałem powyżej. Zakłady te miały tylko częściowe zabezpieczenie w otrzymanych płatnościach. Słowem banki namawiały eksporterów do hazardu. Z drugiej strony pytanie się pojawia inne, czy dyrektorzy finansowi dużych firm powinni rozumieć umowy i podpisywać je dopiero po zrozumieniu instrumentów finansowych, które kupują? Raczej tak. Co zdecyduje rząd- zobaczymy.
Wzrost kursów walut a nasze życie.
Czy tylko firmy odczuwają wzrost cen walut? Niestety nie. Najbliższe dni przyniosą wzrost cen importowanych towarów na naszych półkach sklepowych. Tanie zakupy w Nowym Jorku można już jednoznacznie uznać za przeszłość. Smutna jest również sytuacja polskich turystów opisywana w dzisiejszej Gazecie Wyborczej. Wielu z nich kupiło wczasy już w ubiegłym roku. Teraz dowiadują się, że z powodu wzrostu kursu Euro muszą dopłacić do wycieczek nawet 30% wartości wyjazdu. 4-osobowa rodzina to dodatkowy wydatek rzędu 3 tys. złotych. Jeśli nie zapłacą, pieniądze, które już wpłacili za wyjazd przepadną.
Kolejna dotykająca nas kwestia to kredyty zaciągnięte w walutach obcych. Osoby, które zaciągnęły kredyt we frankach szwajcarskich w wakacje, teraz muszą spłacić już o 60% wyższy kredyt. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, dlatego, kiedy myślicie o kredycie to moją rekomendacją jest na dzień dzisiejszy wyłącznie kredyt w złotych. Ostatnio odwiedziłem portal totalmoney.pl, gdzie istnieje dość dobra i dokładna porównywarka (serwis, który znajduje najlepszy dla nas kredyt), ale nie chcę tutaj nikomu darmowej reklamy robić, więc kiedy będziecie zaciągać kredyt sami zdecydujecie jak bardzo skorzystacie z tego typu ułatwień, które pojawiają się w Internecie.
Podsumowanie
Sytuacja, którą właśnie oglądamy to kolejny paradoks ekonomiczny, na który nikt nie był przygotowany, eksporterzy, którzy normalnie powinni zyskiwać na wzroście ceny walut obcych, tracą. Importerzy też tracą, a instrumenty, które miały nas chronić, stały się przez nieumiejętne ich stosowanie mieczem obosiecznym. Już nie długo dowiemy się, co z tego wyjdzie.